Jedna chwila zadecydowała o całym życiu
W domu Iwony i Huberta Laube nigdy nie jest cicho. Zawsze ktoś czegoś szuka, ktoś się śmieje, ktoś płacze, ktoś potrzebuje rozmowy albo zwykłego przytulenia. Tak wygląda codzienność zawodowej rodziny zastępczej, którą małżeństwo prowadzi od kilku lat, a której fundamentem są miłość, cierpliwość i przekonanie, że każde dziecko zasługuje na bezpieczny dom.
Rodzina, która rosła naturalnie
Iwona i Hubert są rodzicami biologicznymi trzech córek. Najstarsza, Klaudia, ma dziś 25 lat, mieszka za granicą, ma własną rodzinę i samodzielne życie. W domu rodzinnym nadal mieszkają Julka, która ma 18 lat, oraz sześcioletnia Amelka. Jednak to nie koniec rodzinnej historii Laubów.
Obecnie pod ich dachem wychowuje się pięcioro dzieci przebywających w pieczy zastępczej: dziesięcioletni Jasiu, ośmioletni Mikołaj, siedmioletni Wiktor, siedmioletni Paweł oraz czteroletnia Wiktoria. Każde z nich przyszło z inną historią, innym bagażem doświadczeń i emocji.
Inspiracja, która przyszła z domu rodzinnego
Decyzja o pozostaniu rodziną zastępczą nie była przypadkowa. Ojciec Iwony przez lata prowadził rodzinę zastępczą w Zebrzydowie. W jego domu wychowywało się trzech chłopców, którzy przez osiem lat byli częścią życia całej rodziny. – Wtedy w naszych głowach zagościła myśl, by chłopców zabrać do siebie. Już wcześniej zastanawialiśmy się nad tym ale faktycznie to był taki impuls. Dlaczego? Bo do tej pory przez lata te dzieciaki były w naszym życiu. U taty w rodzinie byli 8 lat. Spędzaliśmy wspólnie urodziny, święta i tu nagle kiedy już w zasadzie ich życie miało wkroczyć w kolejny etap ich rodzina zastępcza się rozwiązała. Było nam ich zwyczajnie szkoda, bo dla nich oznaczałoby to, że kolejny raz straciliby dom – opowiada Iwona Laube.
Procedury okazały się długie i wymagające. Przez cztery miesiące chłopcy przebywali w placówkach, a sprawę dodatkowo skomplikowała pandemia i czasowe wstrzymanie pracy sądów.
– Rozpoczęliśmy starania ale procedury są tu nieubłagane, podczas gdy my czekaliśmy na decyzje sądu chłopcy byli w placówkach. Tak to trwało 4 miesiące a wszystkiemu też przeszkodził COVID i fakt, że sądy przez chwilę nie działały. Wreszcie po 4 miesiącach dostałam telefon z sądu – Pani Laube, może Pani zabrać chłopców. Jacek i Michał natychmiast ze mną pojechali a Kacper potrzebował jeszcze jednego dnia by oswoić się z myślą. Cała trója została u nas do ukończenia szkoły. Wszyscy pracują i doskonale sobie radzą. Michał stale nas odwiedza i mamy z nim regularny kontakt ale pozostali chłopcy też się odzywają.
Trzy lata temu młodzi mężczyźni usamodzielnili się, a Iwona i Hubert zdecydowali się na kolejny krok – zostali zawodową rodziną zastępczą.
Dzieci, które przychodzą „z niczym”
Nowi podopieczni trafiali do domu Laubów często nagle, bez przygotowania, z niewielką ilością rzeczy osobistych.
– Te dzieci kiedy przyszły do nas to często tylko w tym, co miały na sobie. Bez ulubionej zabawki, szczoteczki do zębów, ubrań. My i nasze córki robimy wszystko, by dzieci czuły się u nas jak u siebie w domu.
Szczególnych wyzwań wymaga opieka nad Jasiem, który jest niepełnosprawny i zmaga się z problemami wychowawczymi. Każde z dzieci potrzebuje indywidualnego podejścia, spokoju i czasu.
– Mówią do mnie ciocia, ale czasem myślę, że chciałabym by mówiły mi mamo z tym, że wiem, że mogę ich przywiązywać tak bardzo do siebie, bo one są u mnie tylko na jakiś czas. Nigdy nie wiemy kiedy np. wrócą do rodziców – mówi Iwona.
Misja, która daje sens
Bycie zawodową rodziną zastępczą to praca, odpowiedzialność i ciągła gotowość na zmiany, ale dla Iwony i Huberta to przede wszystkim życiowa misja. – Bycie zawodową rodziną zastępczą to oczywiście duże wyzwanie ale też misja do spełnienia. My z mężem kochamy dzieci. Zawsze marzyliśmy, by mieć dużo swoich własnych. Pamiętam, kiedy byłam młodą dziewczyną miałam sen. Śniło mi się, że siedzę przy bardzo dużym rodzinnym stole przy którym wszystkie miejsca były zajęte – to było moje marzenie.
Małżeństwo podkreśla, jak ważne jest dla nich wsparcie instytucjonalne. – Mamy stały kontakt z koordynatorem i czujemy się zaopiekowani, do tego grupa wsparcia dla rodzin i superwizje. Brakuje nam tylko opieki psychiatry.
Mimo zmęczenia i trudnych momentów, Laubowie nie mają wątpliwości co do obranej drogi. – Bywa ciężko ale kiedy patrzę potem na postępy tych dzieciaków jak wspaniale sobie radzą, ile się nauczyły to serce rośnie. Czasem mamy pod górkę ale innego życia bym nie wybrała. Fajnie się wraca do domu w którym jest tyle dzieci i ciągle coś się dzieje.
Dom Iwony i Huberta Laube to miejsce, gdzie przy dużym stole zawsze znajdzie się wolne krzesło – nawet jeśli na chwilę. I to właśnie ta „chwila” potrafi zmienić całe dziecięce życie.
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Świdnicy zaprasza na bezpłatne szkolenie dla kandydatów na rodziców zastępczych.
Kontakt dla mieszkańców powiatu świdnickiego zainteresowanych stworzeniem rodziny zastępczej:
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, ul. Wałbrzyska 15, Świdnica
Kierownik Zespołu Pieczy Zastępczej: Katarzyna Skrzypek, tel: 74 851-50-27, nr pokoju: 29,
e-mail: katarzyna.skrzypek@pcpr.swidnica.pl
www.profesjonaliscizsercem.pl
PCPR Świdnica
Liczba wyświetleń: 607
Powrót













